sobota, 27 maja 2017

Naruto - recenzja anime

    „Naruto” to tytuł znanej chyba na całym świecie mangi Masashi'ego Kishimoto oraz jej adaptacji w wersji anime wyprodukowanej przez Studio Pierrot w reżyserii Hayato Date. Manga została opublikowana po raz pierwszy w roku 1999 przez wydawnictwo Shueisha w tygodniku „Shonen Jump”. Natomiast wersja telewizyjna ukazała się po raz pierwszy w telewizji kablowej TV Tokyo i sieci telewizji satelitarnej Animax dnia 3 listopada 2002. W Polsce wydawaniem mangi zajmuje się Japonica Polonica Fantastica, a anime w wersji ocenzurowanej emitowane było na stacji Jetix/Disney XD od 12 lutego 2007 roku w polskiej wersji językowej.
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś z was miał już okazję zapoznać się z tą serią, niemniej wypadałoby ją pokrótce opisać. Tak więc „Naruto” opowiada przede wszystkim o losach głównego bohatera Naruto Uzumakiego, który w zasadzie dopiero wkroczył w wiek nastoletni, a już musi mierzyć się z silnymi przeciwnikami i odnaleźć swoje nindo, czyli ścieżkę, którą będzie kroczyć przez życie. Wszystko to ma go doprowadzić do upragnionego tytułu Hokage- przywódcy Wioski Ukrytej w Liściach, który jest równoznaczny z szacunkiem oraz uznaniem, których do tej pory młodemu ninjy nie było dane zaznać. Anime należy do tych z gatunku akcji, zaliczana jest także do fantasy oraz przygodowych, taki miks jest niewątpliwą zaletą. Świadczą o tym liczne, bardzo ciekawe oraz emocjonujące walki, które trzymają w napięciu jeszcze na długo po zakończeniu seansu. Kolejną z zalet są wspaniałe Openingi oraz Endingi, czyli muzyka rozpoczynająca i kończąca odcinki, a także soundtracki (tło muzyczne), których można słuchać na okrągło, ot tak dla umilenia sobie czasu. Dużym plusem jest również to, że ukazano rozwój postaci, zarówno bohaterów głównych i pobocznych. Możemy obserwować, jak młodzi wojownicy dorastają zarówno fizycznie- czego przykładem jest znajomość nowych technik, czy zwiększona wytrzymałość, jak i psychicznie- zmiana chociażby postrzegania tytułowego bohatera przez jego rówieśników. Nadaje to realizmu, a także pozwala nam zżyć się z postaciami, jak z prawdziwymi przyjaciółmi. To co uważam za jedną z większych zalet to postaci poboczne- każda z nich jest inna, ma swoją historie, a często gęsto są tak wyjątkowi, że skradają serce oglądającego bez reszty. Przykładami takich postaci są Kakashi- nauczyciel/ mistrz trójki głównych bohaterów, czy Itachi- jeden z członków szanowanego klanu Uchiha, którzy dorobili się własnej rzeszy wiernych fanów. Wiernych na tyle, że z chęcią wymieniliby Naruto Uzumakiego na jedno w tych dwóch panów wymienionych powyżej.
Jednak, żeby nie było tak kolorowo, bo w końcu nic nie jest doskonałe (no chyba, że Itachi), należałoby wspomnieć coś o wadach. Jedną z nich jest sposób zanimowania, czyli tzw. kreska. Nie żeby była jakoś szczególnie zła, jednak należy wziąć pod uwagę, że „Naruto” jest niezwykle popularnym anime, więc o ile przy początkowych odcinkach jest to „wybaczalne”, tak uważam, że z czasem można było ją dopracować. W końcu ekscytujące walki najlepiej ogląda się, gdy mają dobrą kreskę. Kolejnym minusem są co poniektóre postaci. Postaram się to wyjaśnić bez zdradzania fabuły, ale jednocześnie w miarę konkretnie, żebyście mieli szansę zrozumieć o co mi chodzi. Najlepszym przykładem jest tutaj chyba Sasuke- postać logiczna jak matematyka, czyli nielogiczna. Jego działania w większości nie mają sensu. Często zaprzecza sam w sobie i no cóż najzwyczajniej w świecie zachowuje się jak pięcioletnie dziecko, które nie mozę się zdecydować- czerwone autko czy niebieski statek. Ku ironii kolejną taką postacią jest Sakura, która uparcie twierdzi, że prawdziwie kocha, a jakże, Sasuke. Wspomniane jest, że Sakura to dziewczyna o ponadprzeciętnej inteligencji, niestety pokazywane jest to sporadycznie, przez co przez większość czasu oglądający łapie się za głowę, głęboko zastanawiając nad głupotą bohaterki. No i na koniec niewybredny smaczek w postaci fillerów. O ile dodatkowe odcinki same w sobie nie są czymś złym, bo przecież ubogacają fabułę, o tyle wciskanie ich pomiędzy odcinki, w trakcie których toczą się walki, zabija cały nastrój i napięcie zbudowane wcześniejszymi wydarzeniami.
Podsumowując, jako wierna fanka szczerze polecam wam obejrzeć „Naruto”, nie zwalnia mnie to jednak z odpowiedzialności przestrzeżenia was przed postaciami typu Sasuke czy Sakura, albo naszymi ukochanymi fillerami, szczególnie dającymi o sobie znać w drugiej serii.


sobota, 20 maja 2017

Sztuka Okładki

Do tych krótkich rozmyślań skłoniła mnie rozmowa z przyjaciółką. Dokładnie chodziło o nowe okładki Trylogii Czasu – jednej z moich ulubionych serii swoją drogą. To jak nowe okładki mają wyglądać możecie zobaczyć poniżej.

W naszej dyskusji głównie szło o to, które okładki są lepsze i muszę przyznać, że te nowe są śliczne, ale nijak do tej serii nie pasują.
Stąd też moje rozważania – czy wydawnictwa nie podchodzą ciut nierozważnie do doboru grafiki reprezentującej książkę? Posłużę się dalej przykładem Trylogii Czasu. Książki te są z gatunku fantasy i raczej skierowane do nastolatków. Powieści są lekkie, ale mają też swego rodzaju dozę mroku, dlatego – moim zdaniem – nowe okładki mogą być mylne. Ukazane w cukierkowym stylu bardziej pasują do baśni. To samo tyczy się trylogii Silver tej samej autorki – cukierkowy styl, a w powieści jest element składania ofiary z człowieka. Osobiście mam wrażenie jakby miało to skusić dziewięciolatki, a to nie one są docelowym odbiorcą.
To tyle jeśli chodzi o moje narzekania. Oczywiście Niedopasowane okładki to nie problem każdego wydawcy i każdej książki, bo wystarczy spojrzeć na Szóstkę Wron, które kuszą każdą okładkową srokę i doskonale ukazują, kto powinien być odbiorcą.

Na koniec taki apel do Was – podzielcie się z nami waszymi „złymi” okładkami i do zobaczenia w kolejnym poście.